Duchowe znaczenie depresji

Czym jest depresja? – najbardziej rozpowszechnione obecnie zaburzenie, które próbujemy leczyć lekami, psychoterapią oraz na wiele innych sposobów. Czy depresję mamy czy nią jesteśmy? A może ona jest nami? Czy jest chorobą czy znakiem naszych czasów? Naszą ukrytą tożsamością? Symbolem chorób współczesnego świata? A może jest kryzysem? Przewartościowaniem? Wezwaniem  do skierowania uwagi do wewnątrz? Zalążkiem zmiany? Obecnością śmierci? Potencjałem odrodzenia? Rytuałem przejścia?

Według psychologii kontemplatywnej każdy z nas posiada wrodzone, niezbywalne zdrowie mentalne, które bywa przysłonięte różnymi “zaciemnieniami” – są to np. tzw. zaburzenia. Praca z nimi polega na poszukiwaniu mądrości skrytej za objawami. Jaką mądrość możemy odnaleźć w / dzięki depresji?

James Hillman – psychoterapeuta z nurtu psychologii głębi jest autorem prowokującego zdania: “Nie lubię czuć się zbyt zdrowo, potrzebuję więcej depresji”. Depresja spowalnia nas, zatrzymuje i wzywa do zagłebięnia się w swoją duszę*. Jest więc jak najbardziej zrozumiałym zjawiskiem w świecie, który nastawiony jest przede wszytskim na ekspansję zewnetrzną i o duszy zapomina…Pogląd ten podziela Jonathan Rottenberg, który wiele lat po Hillmanie uzasadnia jego przekonania ewolucyjnymi argumentami. Depresja wskazuje nam nasze aktualne położenie np. to, jak bardzo się oddaliliśmy od samych siebie lub od tego, co dla nas ważne.

To, że pojawia się obniżony nastrój jest więc naturalne i …przystosowawcze. Depresja pozwala nam  spotkać się z tym wszystkim, czego nie chcemy widzieć w sobie i w świecie wokół. Często wiąże się z wypartymi uczuciami smutku, rozpaczy, żalu i złości. Może też dotyczyć naszych niezaspokojonych potrzeb i niezrealizowanych marzeń.

Depresja pojawia się niczym przeszkoda, która pojawia się na torze naszego codziennego, często automatycznego, funkcjonowania. Zmusza nas do zatrzymania się i przyjrzenia temu, co naprawdę się z nami dzieje. W tym kontekście Pema Chodron pisze: “To, co nazywamy przeszkodą jest w istocie sposobem, w jaki świat i nasze doświadczenie pokazuje nam miejsce, w którym utknęliśmy (…). To, czy postrzegać będziemy to, co się nam przydarza jako przeszkodę / wroga albo jako nauczyciela / przyjaciela całkowicie zależy od naszego postrzegania rzeczywistości. A ono jest pochodną naszej relacji z samym sobą.” 

Depresja stanowi zaproszenie, a czasami naglące wezwanie, by przyjąć nasze niechciane uczucia, odrzucone części naszego doświadczenia. Wzywa nas do zanurzenia się w ciemność w sobie, by móc przejść transformację i narodzić się na nowo. Nie chodzi tu jednak o kolejną koncepcję rozwoju, uzdrowienia czy integracji. Nigdy nie będziemy jedną dobrze funkcjonującą w pełni zintegrowaną jednostka – mówi Hillman. Mamy w sobie wiele aspektów i chodzi o to, by znaleźc przestrzeń na każdy z nich – także ten depresyjny. Taki sposób myślenia jest bardzo bliski psychologii buddyjskiej.

Depresja przynagla nas pokazując, że nie czas już na wymówki i ucieczkę w różne formy nieświadomości. Pokazuje, że najwyższa pora podjąć psychologiczną / duchową podróż ku sobie, a każdy unik będzie tylko poszerzał wyrwę w dotychczasowym sposobie funkcjonowania. Ale uwaga: nie chodzi tu o jakieś “przepracowanie”, które raz na zawsze pozwoli się nam pozbyć naszej depresji. W takim podejściu – mówi psychologia kontemplatywna – jest dużo agresji. Przeciwieństwem agresji byłaby przyjmująca życzliwość, która uczy nas w jaki sposób być z każdym naszym stanem nie uciekając i nie próbując się od niego odciąć.

Z depresją jest trochę jak z ziemią, która pod wpływem wewnętrznych ruchów tektonicznych podlega wstrząsom i pęka. Najpierw oznaki są ledwo zauważalne (coś jest nie tak), potem coraz wyraźniejsze. Jednak my możemy ciągle wybierać ignorowanie ich – aż do momentu, gdy pod naszymi stopami zamiast bezpiecznego gruntu pojawia się rozpadlina, szczelina, a nawet przepaść i zaczynamy drżeć o własne życie. Czy więc będziemy dalej uciekać czy przyjrzymy się temu, co się pojawia?  Z uważnością, żywczliwoscią, współczuciem i delikatnością badajac najbardziej niekomfortowe, nieprzewidywalne i nieznane obszary nas samych…

Ogromny wpływ kultury osiągnięć i sukcesu zmusza nas do coraz szybszego tempa życia i dosłownie do przeskakiwania poprzez nasze doświadczenia i uczucia. Taki stan rzeczy prowadzi z czasem do chorób (psychicznych, fizycznych) nie tylko ze względu na ogromny stres i obciążenie organizmu, ale też z powodu duszy, która nie ustaje w wysiłkach przywrócenia nam samych siebie. Jeśli – podobnie jak Hillman – będziemy dostrzegać w objawach boskich posłańców będziemy mogli pracować z każdym naszym stanem. Jednak wymaga to zmiany nawykowego wzorca polegającego na dążeniu do jak najszybszego pozbycia się dyskomfortu. Walczymy z bólem, cierpieniem, chorobą, śmiercią. Tracimy energię i szansę na wzrost duchowy walcząc z tym, co tak naprawdę nieuchronne. Jesteśmy tak skupieni na tej walce oraz na wysiłku przywrócenia stanu wcześniejszego (co nigdy tak naprwdę nie jest możliwe, bo ciągle się zmieniamy), że nie odczytujemy komunikatów, jakie nasza dusza do nas ciągle wysyła. Komunikatów, które wskazują ścieżke uzdrowienia. Uzdrowienie nie polega na pozbyciu się czegoś, co w nas jest, ale na przyjęciu wszystkiego, czym jesteśmy.

Nasza indywidualna dusza połaczona jest oczywiście z innymi oraz z anima mundi – duszą świata więc zniszczenia i krzywdy w świecie, dotyczące innych istot wpływaja na nas. Jednak wolimy tego nie widzieć. W naszej iluzji odrębnosci wydaje nam się, że możemy stworzyć sobie oazę idealnego spokoju i szczęścia niezależnie od tego, co dzieje się wokół. To jednak nie jest możliwe. Podobnie jak Budda, odkrywszy ciepienie i nędzę poza pałacem, w obrębie którego spędzał życie, wcześniej czy później przekonujemy się, że nie uda się nam być szczęśliwym w pojedynkę – w opozycji do cierpienia wokół. Odkryjemy, że cierpienie to nosimy głęboko w sobie i spotykając się z naszą duszą spotykamy się zarówno z tym, co indywidualne, jak i zbiorowe. Odcinając się od świata skazujemy się na cierpienie, będąc zaś połączonym możemy przeżywać je świadomie i krok po kroku transformować. Konieczny jest jednak pewien odstęp, dystans wobec tego, co przekazuje nam na wszystkie możliwe sposoby kultura masowa opierajaca się na idealizacji ego, sukcesu, sprawczości i gromadzenia dóbr materialnych. W takim świetle cierpienie, złe samopoczucie, słabość, (nieproduktywne) życie duchowe, depresja schodzą na dalszy plan lub też zostają całkowicie zdewaluowane / spatologizowane.

Tomasz Stawiszyński pisze w swoim eseju w Krytyce Politycznej: “depresja jest więc ceną, jaką płacimy za psychopatię współczesnej kultury. Ale też niezwykle cennym sygnałem ostrzegawczym, pobudką, która – jeśli tylko odczytamy płynący z niej przekaz – może okazać się szansą na pełniejsze i prawdziwsze życie.”

* Duszy nie rozumiemy to w znaczeniu chrześcijańskim, ale według Jamesa Hillmana czyli jako (w skrócie) instancję w nas, która zmienia zdarzenia w przeżycia.

Autorka: Barbara Tyboń – psychoterapeutka, wykładowczyni, trenerka i coach. Autorka bloga Psychologia Kontemplatywna oraz ksiązki o tym samym tytule (w przygotowaniu).

 

 

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s