Nawyk zajętości a lęk przed pustką.

Nawyk. Może być myślowy, emocjonalny, behawioralny. Coś, co powtarzaliśmy tak wiele razy, że stało się rodzajem automatycznego pilota, który – co bywa bardzo pomocne – nie wymaga już od nas  świadomej uwagi. Staje się naszą pierwszą (automatyczną), bezwysiłkową reakcją, “drugą naturą”.

Zajętość – busy-ness: ciągle mamy coś do zrobienia, “jestesmy zarobieni”, odhaczamy kolejne zadanie z listy, wpadamy w trans. Zapominamy o tym, by zjeść pożywny posiłek, zadzwonić do chorej mamy, pogłaskać kota czy spytać partnera jak mu minął dzień. Albo może robimy to, ale w tle ciągle mamy pasek “in progress“, ciągle myślimy o jakimś zadaniu, projekcie, pracy. Nie jesteśmy ciałem i umysłem w jednym miejscu. Nie dajemy naszym bliskim i samemu sobie pełnej obecności, autentycznej uwagi. Tego, co najcenniejsze.

Lęk – mamy różne lęki: te świadome (czy zarobię na spłatę kredytu, czy dzieci nie zachorują, czy …..), podświadome (czy jestem warta miłości, czy dobrze się wywiązuję z roli matki, czy potrafię utrzymać rodzinę….) i często nieświadome (przed  śmiercią, brakiem sensu, utratą bliskich). Często jednak obawiamy się też spokoju, szczęścia i….otwartej przestrzeni, wolnego czasu, nic nierobienia.

Pustka rozumiana jest tu jako przestrzeń. Coś bardzo otwartego, nieokreślonego, pełnego różnych możliwości. Przez nasz lękowy filtr widzimy ją często jako coś negatywnego: brak, utratę czegoś, co powinno być. Czy jednak powinno? Czy naczyniu nadaje sens tylko płyn, który do niego wlejemy? Czy samo puste naczynie nie ma żadnego sensu?

Jeśli pochodzimy do życia w bardzo utylitarny spsosób (liczy się tylko to, co użyteczne) to możemy mieć pokusę, by myśleć, że to, co puste, niezapełnione, pusta przestrzeń nie są ważne. Ale jeśli zaciekawimy się bardziej dostrzeżemy – nawet na poziomie zmysłowym – iż pustka współtworzy wszystkie zjawiska: widzimy znak na horyzoncie, chmury na niebie, słyszymy dźwięki, między którymi jest cisza, widzimy słowa, a między nimi odstęp – słowa na białej kartce czy ekranie,  doświadczamy dystansu między naszym ciałem a ciałami innych ludzi.

Przestrzeń stale nam towarzyszy i jak mówią nauki buddyjskie jest podstawowym elementem rzeczywistości. W psychologii kontemplatywnej mówimy w tym kontekście o rodzinie buddy ( koncepcja pięciu rodzin buddy), która jest centralnym wobec innych “rodzin”. Wiąże się z przestrzenią (fizyczna i mentalną), otwartością, oświeceniem, spokojem, akceptacją, przyjmowaniem i obejmowaniem wszystkiego. Aspekt pomieszany może się przejawiać jako otępienie, zamglenie, inercja, oderwanie od rzeczywistości.

Obawiamy się pustki myląc pustkę po utracie czegoś dla nas ważnego z przestrzenią, która jest konieczna dla naszego istnienia, zdrowia mentalnego i wzrostu. Zabudowując swoją przestrzeń mentalna wielką iloścoią informacji, teorii, wiedzy, historii, przekonań zabieramy sobie coś niezwykle cennego.

Wypełniając swoja przestrzeń fizyczną ogromem rzeczy obciążamy się nadmiernym posiadaniem i tracimy energię na zajmowanie się rzeczami. Często też tracimy jasność i klarowność na temat tego, co jest naprawdę ważne. Zagracona przestrzeń oddziaływuje negatywnie na nasza psychikę: nie ma miejsca na ruch, zmianę, brakuje przestrzeni na cokolwiek.

Zapełniajac swój czas wieloma zadaniami, obowiązkami,  czynnościami zazwyczaj unikamy spotkania z samym sobą, co możliwe jest w czasie  wolnym – kiedy nie jesteśmy tak bardzo skupieni na innych lub na zadaniach.

Czego więc obawiamy się w spotkaniu ze sobą? Z mojego doświadczenia pracy z ludźmi i z samą sobą wynika, iż często obawiamy się nie tyle różnych trudności czy problemów, ale swoich uczuć. To od nich najczęściej – świadomie lub nie – uciekamy w działanie, kolekcjonowanie, nadmierne myślenie. Nie chcemy być przy swoim sercu, usłyszeć jego prawdy. Podświadomie zdajemy sobie sprawę, że zaniedbaliśmy je tak bardzo, iż musiało się tam już dużo zgromadzić….mamy jednak mgliste pojęcie o tym, co tam może być. Mamy nieuświadomione poczucie winy oraz lęk przed tym, co tam zastaniemy.

Często tym, czego rzeczywiście doświadczamy zbliżając się do naszego serca jest ogromna czułość, tkliwość, wrażliwość, która- z braku doświadczenia – może być początkowo trudna do zniesienia. Przyzwyczajeni do robienia ciągle czegoś nie bardzo wiemy co mamy z nią zrobić. Gdy się w nią wsłuchamy dowiemy się, że  w tej logice nie chodzi o więcej robić czy mieć, ale by bardziej być. Chodzi o naszą uważną i współodczuwająca obecność nie tylko wobec innych,ale – i przede wszystkim – w relacji z samym sobą.

Paradoksalnie więc nawyk zajętości oddziela nas i chroni od tego, za czym często najbardziej tęsknimy – za kontaktem z własnym sercem, a także – co jest powiązane – za autentycznymi relacjami nawiązywanymi z tego miejsca z innymi ludźmi. Lękając się pustki – przestrzeni – lękamy się tego, czego najbardziej pragniemy i co daje nam największe spełnienie.

Paradoks – jeden z wielu – naszej ludzkiej natury….

 

 

Barbara Tyboń

http://www.creatifs.pl

 

 

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s