Depresja jako zaproszenie

Zostałam o to niedawno zapytana… Tak, owszem, mam swoje wewnętrzne spojrzenie na depresję – niekoniecznie tą kliniczną, choć być może jej też to po części dotyczy. Depresję czuję jako zaproszenie, wezwanie, by skierować swą uwagę do wewnątrz.

Wiemy wszyscy jak bardzo świat nasz jest skoncentrowany na zewnętrznych sprawach, celach i działaniach. Nasz świat wewnętrznty (serce, dusza – nazwij to jak chcesz) w takich warunkach często pozostaje ignorowany, zaniedbany. Nasze zmysły nastawione są na wyłapywanie informacji z otoczenia (mechanizm przetrwania – ważny wymiar naszego istnienia): obrazy, dźwięki, w tym informacje, smaki, zapachy, dotyk. Odbieramy miliardy bodźców, co zwielokrotniło się od czasu gdy internet zaczął być używany na masową skalę. To oczywiście czyni nasze życie łatwiejszym i sprawniejszym. Czy jednak bogatszym?

Zazwyczaj nasze dążenia także dotyczą świata zewnętrznego – wzbogacania się, gromadzenia: więcej pieniędzy, lepsza praca, mieszkanie, auto. Ale też więcej wiedzy, dyplomów, języków obcych, umiejętności, kursów, podróży…. To w tym upatrujemy źródło szczęścia i poczucia spełnienia. Nie ma przestrzeni na życie wewnętrzne, na odbieranie wrażeń z wnętrza naszego ciała, duszy, serca… Chyba, że staną się one tak intensywne, że zaczynają zakłócać nasze nawykowe funkcjonowanie, osiąganie celów i realizację kolejnych zadań. Złościmy się wtedy i frustrujemy, że coś (my sami tak naprawdę) staje nam na drodze. Próbujemy to ominąć, przeskoczyć, nie zauważać i czasami udaje się….aż do czasu, gdy “to coś” powraca – z innej strony, w innych okolicznościach. Przeważnie – gdy wytrwale odrzucamy nasze komunikaty z wewnątrz – coś z zewnatrz “pomaga nam” i w końcu zatrzymuje czy spowalnia. Łamiemy nogę, zaczynamy chorować, odchodzi bliska osoba, tracimy pracę, pojawia się depresja…

Zmaganie się (tak, bowiem na ogół zmagamy się i walczymy) z tym stanem dyskomfortu może doprowadzić  do jeszcze większej złości i rozpaczy. Może też – jeśli pozwolimy na to – poprowadzić  w nieznane lub zaniedbane zakątki naszego jestestwa, do wewnątrz. Czasami tak bardzo oddzieliliśmy się od naszej duchowej istoty, iż nawet nie pamiętamy żeby zwrócić sie w tę stronę. Potrzebujemy wtedy kompetentnego przewodnika (nauczyciel duchowy, dobry terapeuta, mądry przyjaciel), który zaprosi nas do poszukiwania sensu w tym, przez co przechodzimy. Do zejścia głębiej, w siebie.

Oczywiście nie zawsze jesteśmy na to gotowi. Jeśli jednak rozpoczniemy tą podróż jej owoce mogą daleko wyraczać poza tylko same ustąpienie przykrych objawów. Podróż ta jednak wymaga czasu, wytrwałości oraz zgody na niewiedzenie co będzie dalej. Przypomina to trochę wejście do labiryntu czy zejście (bo jest to raczej schodzenie w dół / w głąb, a nie wstępowanie) do jaskini, która połączona jest z kolejną i z kolejną. Dobrą metaforą może być tu podróżowanie Dantego po kręgach piekielnych. Oczywiście wewnątrz odkryjemy zarówno nasze piekła, jak i nieba oraz czyśce – używajac tej metaforyki.

Decydując się na taką eksplorację mówimy “tak” naszej najgłębszej istocie, przyjmujemy zaproszenie od naszej depresji, by wejść do jej jądra i odkryć kim jesteśmy teraz, w jakim miejscu życia sie znajdujemy i czego potrzebuje nasza dusza, by się rozwijać. James Hillman w książce “Samobójstwo a przemiana psychiczna” daje nam parę wskazówek. Pisze on, iż “rozwój duszy zawsze odbywa się w kierunku śmierci i poprzez śmierć oraz wymaga doświadczenia śmierci”. Oczywiście temat śmierci jest wielkim tabu naszych czasów, ale nie chodzi tu tylko o śmierć fizyczną, ale o doświadczanie śmierci (straty) na różnych poziomach. Zaczynając proces wewnętrznej podróży (np. w psychoterapii) coś tracimy, kończąc – również tracimy…dorastając tracimy dzieciństwo, będąc dzieckiem nie mamy praw dorosłych, żeniąc się / wychodząc za mąż tracimy wolność wyboru innego partnera, będąc samemu tracimy okazję do życia w związku. Jak mówił pewien filozof “żyjemy ku śmierci”, a po drodze przyjdzie nam się jeszcze zmierzyć z odchodzeniem naszych bliskich.

Jednak ta nietrwałość i ciągłe straty – czym one są dla duszy? Czy cierpienie z nimi związane nie kieruje nas ku temu, co najważniejsze, co najpiękniejsze i najlepsze? Ku weryfikacji naszego życia z tego punktu widzenia (z punktu widzenia śmierci)? A ostatecznie czy nie odsyła nas do naszego wnętrza jako jedynego miejsca, gdzie możliwy jest w miarę trwały stan szczęścia? Szczęścia nie w znaczeniu roześmianych twarzy rodzin z reklamy kawy Jacobs, ale takiego spokojnego stanu, gdzieś na głebinach, który obejmuje wszystko – i cierpienie, i radość, i zabawę, i naszą śmiertelność.

Może naszym kłopotem jest także to, iż nie odzróżniamy ułud szczęścia i udanego życia, od tego, co naprawdę nas karmi, wzmacnia i sprawia, że wewnętrznie czujemy się stabilni i spełnieni? Kultura masowa (a głównie lobby finansowe) chce żebyśmy wierzyli, że prawdziwe życie jest gdzie indziej, poza nami, gdzieś na zewnątrz, w posiadaniu – czy to rodziny, czy nowego samochodu. Dlaczego jednak tak wielu ludzi, którzy mają zarówną rodzinę, jak i najnowszy model wymarzonego auta czuje pustkę w środku? Te rzeczy/wartości, choć są dla części z nas ważne nie odpowiadają na najważniejsze potrzeby duszy,  która chce być usłyszana, poznana, doświadczana. Chce dawać nam poczucie sensu, mówić do nas snami, metaforami, poezją, sztuką…

Depresja (lub inne zdarzenie) unieruchamia nas i tym samym daje nam możliwość skierowania uwagi w inną stronę niż zazwyczaj – do naszego wnętrza. Jeśli pokonamy lęk, opór i siłę nawykowych wzorców być może uda się nam usłyszeć jej cichy, subtelny głos i odnajdziemy radość w nawiązywaniu kontaktu z tym, co w nas najcenniejsze i nieprzemijające. Niekoniecznie będzie to coś zmieniać w naszym zewnętrznym życiu – nadal pozostaniemy matką/ojcem dzieciom, pracownikiem firmy, obywatelem tego społeczeństwa jednak na głębokim poziomie wewnątrz siebie poczujemy pewną zmianę. Być może (tak bywa często) poczują ja też inni.

 

 

 

 

 

 

 

 

autorka: Barbara Tyboń

http://www.creatifs.pl

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s