Dwa rodzaje nauczania

Może na początku po prostu wyznam, iż znam oba – z doświadczenia osoby uczącej się oraz uczącej innych.

Pierwszy rodzaj opiera się na JA. Może mieć kilka odmian. Ja boję się, stresuję czy wyjdzie tak, jakbym chciała, czy będzie dobrze, czy słuchacze mnie polubią, czy do nich dotrę, czy wywrę pozytwne wrażenie. Albo: czy dostrzegą moją wiedze, doświadczenie i elokwencję, czy docenią moje przygotowanie, klasę i wdzięk w przekazywaniu materiału, czy będą (chciałabym) zaciekawieni, zafascynowani, będą chcieli do mnie wracać. Inna odmiana to: ja bardzo chcę żebyście kupowali ode mnie wiedzę. Ja skrupulatnie się przygotowuję, znam wiele koncepcji, żongluję teoriami. Albo dysponuję wiedzą tajemną niedostępną innym. Ewentualnie mam ponadprzeciętne umiejętności. Nikt nie da ci tego, co mogę dać ci tylko ja. Mam pewne ukryte zamiary wobec ciebie: chcę cię uwieść, chcę żebyś stał się moim fanem, naśladowcą, wyznawcą, wiernym klientem….

Drugi rodzaj nauczania wypływa z zupełnie innego źródła (tak, w drugiej połowie życia tego właśnie doświadczam i to praktykuję). Źródło to znajduje się – w zależności od światopogladu – poza ja albo (w innej wresji) jest naszym wyższym ja.

Tak czy inaczej, w tym drugim przypadku to, co chcę przekazać nie jest już tak bardzo ważne. To, jakie zrobię wrażenie stanowi kwestię marginalną. Czy audytorium mnie polubi – nie moja to rzecz. Stres? Niekoniecznie. Zmęczenie? Rzadko. Drugi rodzaj nauczania nazwałabym przepływem (flow, za Mihály Csíkszentmihályi). Według niego flow to stan między satysfakcją a euforią, wywołany całkowitym oddaniem się jakiejś czynności. Według mnie stan ten pojawia się gdy całkowicie znika ja, a najważniejsze staje się to, co tu i teraz: przekazanie jak najwięcej mądrości tym oto osobom. Nie identyfikuję się z tą mądrością. Odczuwam to tak, że jestem całkowicie autentyczna i obecna, a mądrości doświadczam właśnie jako przepływu – ze źródła – przeze mnie –  ku słuchaczom.

Przypomina to fale, ale także światło. Jest w tym prawda i ciepło. Pojawia się radość i współbrzmienie. Kiedy to, co mówię rezonuje w paru, wielu, wszystkich osobach odczuwam to jako obieg energii, pełną mocy wymianę. Dzielę się, daję a jednocześnie otrzymuję. W dodatku nie mam poczucia, iż to co daję jest moje –  przepływa przeze mnie gdy jestem transparentna. A, paradoksalnie transparencja, wydarza się, gdy mogę być w pełni sobą. I nie obawiam się, ani nie troszczę o to, jak odbiorą mnie inni. Wiem, że daję to, co najlepsze. Nie mogę dać więcej. Ani mniej, bo musiałabym ograniczyć siebie, coś wyciąć.

Jest w tym doświadczeniu także duże zaufanie: do siebie samej, że mam w sobie wszystko, co potrzebne, by poprowadzić takie zajęcia oraz, że to, co mówię (czasami bardzo oddalając się od tematu, albo może pozornie się oddalając?) jest dokładnie tym, czego potrzebuje ktoś znajdujący się na tej sali. Jestem świadoma zarówno naszej ciągłej wymiany energetycznej, emocjoanlnej oraz przenikania się naszych nieświadomości, jak i wspólnego pola, jakie tworzymy jako grupa.

Będąc w pełni sobą dostrajam się zarazem do tego, co żywe i rzeczywiste wokół. Oczywiście czuję, patrzę, słucham i weryfikuję moje dane intuicyjne. 

Czasami opowiadam historię, której w ogóle nie planowałam, ani nie miałam jej w głowie przygotowujac zajęcia. Sama się dziwię, ale pozwalam jej przepłynąć przeze mnie, zostać wypowiedzianą. Ufam, że ktoś jej potrzebuje. Potem dowiaduję się, że historia ta była początkiem głębokiej transformacji u jednej z uczestniczek. Uśmiecham się. Nie jestem z siebie dumna. Prostota. Pozwalam temu, co chce żeby bez przeszkód mogło przepłynąć.

Czerpię z obfitego, niewyczerpywalnego źródła, które dostępne jest zawsze o ile nie odgrodze się od niego moim lękiem, nadzieją, pychą, stresem. Gdy moje ja nie przysłania źródła światła wtedy samo staje się światłem, staje się jednym ze źródłem, a ci, którzy słuchają zostają włączeni w tą świetlną wymianę, jedność. Często doznają głebokich wzruszeń, zachwytu czy intensywnych uczuć, nierzadko coś dzieje się z ciałem. Wszystko to są dobre znaki – tak mówię. Światło chce dosięgnąć każdej osoby, jej serca i wlać się w nie. Jednak oświetla nie tylko piękne i pełne miłości aspekty nas, ale i te zapomniane, mroczne i bolesne. Odruchowo chcemy się zamknąć na to. Ale dobry nauczyciel – tak to rozumiem – pokazuje: możesz wpuścić to światło do wnętrza i pozwolić mu działać.

Nauczyciel, który sam przeszedł tą drogę opowiada tym, których uczy o swoim doświadczeniu – wprost lub za pomocą metafor, symboli, historii. W ten sposób dodaje otuchy i inspiruje do wyruszenia we własną podróż. A gdy słyszy, że jest wspaniały, że jest światłem, śmieje się w duchu, bo dobrze wie jak się sprawy mają.

Mądry nauczyciel samego siebie zruca z piedestału pokazując swoje człowieczeństwo – czasami ułomne i kulawe, czasami pełen piękna. Daje przykład sobą: nie odrzucam żadnego swojego aspeku, przyjmuję każde moje doświadczenie. Często też odwraca komplementy i zachwyty tak, by uczeń mógł zobaczyć swoją – jeszcze nierozwiniętą lub niezaakceptowaną część, którą rzutuje na nauczyciela. Mądry nauczyciel mówi (czasami niewprost, ale w obarazach i zagadkach): to TY jesteś mądry i piękny. To, co widzisz i cenisz u mnie masz już w sobie, musisz tylko to odkryć i przyjąć. I czuje radość w sercu, że zapala się kolejne światełko.

To wszystko nie oznacza oczywiście że nauczyciel niekierujacy się swoim ja będzie jakimś ideałem. Wręcz przeciwnie: żywy kontakt z rzeczywistością, z cierpieniem i własną niedoskonałością stanowią ostoję jego pokory i ciągłej świadomości, że zawsze jest w drodze. Łącząc wielkie wizje i wartości z tym, co przyziemne przekazuje uczniom – w najlepszej wersji – całym swoim życiem, a nie tylko nauczaniem – że wszystko, co jest, jest święte.

To także naturalne, iż znajdzie posłuch u tych, którzy gdzieś w głębi siebie przeczuwają lub po  prostu wiedzą, że to co mówi nauczyciel jest prawdą. Ci natomiast, którzy nie mają dostępu do prawdy swojego serca czy duszy, czy też w tym momencie życia szukają czegoś innego pójdą swoją drogą. Ich też nauczyciel błogosławi i życzy im jak najlepiej. Szanuje ich wybór. Nikogo nie chce do siebie przywiązywać –  uczy ludzi tego, by sami dla siebie stawali się nauczycielem.

Miałam wielkie szczęście spotkać kilku takich nauczycieli na mojej drodze (kłaniam się im!), to wielki zaszczyt stawać się takim nauczycielem, nauczycielką. A dzieje się to powoli, z czasem, i doświadczeniem, wiedzą, mądrością i w wymianie oraz przepływie z wieloma wspaniałymi ludźmi, których spotykam na drodze osobistej i zawodowej.

 

 

 

Autorka:

Barbara Tyboń

psychoterapeutka holistyczna & wykładowczyni

więcej: http://www.creatifs.pl

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s