Myśli nie mówią prawdy…

Myśli nie mówią prawdy. Myśli to często po prostu…. niestety….. wgrane programy.

Zrozumienie tego zajęło mi wiele lat doświadczeń życiowych, medytacyjnych i terapeutycznych. Zrozumienie w sensie praktycznym.

W taki sposób doświadczam momentów przebudzenia: niby coś wiem, ale nie ma to realnego wpływu na to, kim jestem i jak żyję. Jednak gdy taka prawda – powiedzmy teoretyczna – staje się prawdą życiową czyli taką, która we mnie żyje i którą ja żyję – to dla mnie jest przebudzenie. 

I właśnie dziś podczas spaceru po lesie, w dość mroźny poranek po raz kolejny przebudziłam się.

Nie jesteśmy naszymi myślami. Naszym zadaniem jest zobaczyć to jasno i nauczyć się nimi kierować. Na tym polega nasze zadanie w praktyce medytacji czy jakiejkolwiek innej pracy z myślami. Nie identyfikujemy się z myślami, pozwalamy im przychodzić i odchodzić, obserwujemy je. Kto je obserwuje?

Dobrze poeksplorować to pytanie samemu. A już sam krok w tą stronę pokaże nam – w doświadczeniu – że istnieje w nas coś innego, bardziej przestronnego i stabilnego niż nasz konceptualny umysł.

Sądzę, że wszystkie systemy duchowe uczą nas o tym. Współczesna nauka z tym współbrzmi i potwierdza.

Cała jednak nasza wiedza i oczytanie na nic jeśli widzimy prawdę jako coś na zewnątrz nas, jeśli nie widzimy prawdy w sobie, nie rozpoznajemy jej w naszej własnej istocie.

To dlatego terapie oparte na analizowaniu, rozumieniu i interpretowaniu są pomocne tylko w pewnym stopniu, do pewnego momentu. Bez przekroczenia racjonalnego umysłu, bez porzucenia naszej identyfikacji z myślami nie odnajdziemy siebie – tego, kim naprawdę jesteśmy, jaka jest nasza najgłębsza istota.

Poza tym nieuchronnie będziemy cierpieć. Gdy nasze myśli powiedzą nam “jesteś beznadziejna” będziemy w to wierzyć. “Jesteś beznadziejna” to zazwyczaj jakiś stary, destrukcyjny program wgrany nam przez dysfunkcyjnego opiekuna czy inną ważną osobę, która przerzuciła na nas swoje cierpienie (często wynikające z utożsamiania się z myślami). Może ona o sobie tak myślała i to nam przekazała, a może ktoś ważny dla niej tak do niej mówił i uwewnętrzniwszy to nieświadomie przekazała to nam.

Jesteśmy utkani z relacji, ze świadomych i nieświadomych przekazów transmitowanych nam przez ważne dla nas osoby z różnych pokoleń i środowisk. Przekazy te zapisują się w nas na poziomie ciała, serca i umysłu.

(Otrzymane) przekonanie, że jesteśmy “beznadziejni” pielęgnowane przez nas poprzez powtarzanie sobie tej myśli może doprowadzić do poważnych dysfunkcji. Nasze poczucie własnej wartości będzie bliskie zeru, uczucia wobec siebie pełne wstydu i gniewu, ciało zaś może zacząć to wyrażać w pewnym momencie na poziomie jakiejś niesprawności, zaburzenia czy choroby.

Dobrze już o tym wiemy, że to, czym karmimy siebie – fizycznie i psychicznie – staje się nami. Nasze myśli i uczucia – szczególnie te często powtarzane – zapisują się w komórkach naszego ciała.

Zmieniając więc myślenie zmieniamy całą biochemię naszego organizmu. O ile powtarzając sobie komunikat o beznadziejności osłabiamy nasz układ odpornościowy i endokrynny (wywołujemy wzrost adreanaliny i kortyzolu) o tyle myśląc o sobie dobrze, generując ciepłe uczucia uzdrawiamy nasz cały organizm i wprawiamy się w dobry nastrój (serotonina i oksytocyna).

Tak, właśnie tak wielki wpływ mamy na siebie – na nasze samopoczucie, zdrowie i życie.

Myślę że – ponieważ mi także zajęło tyle czasu jasne zobaczenie tego – istnieją w nas również pewne mechanizmy hamujące, przesłaniające, utrudniające wzięcie prawdy do serca i życie nią. Są to mechanizmy dbające o zachowanie status quo, blokujące zmianę i wzrost (co zawsze zaczyna się od zmiany w świadomości). Skupione na przetrwaniu. Niestety jeśli ulegniemy tej tendencji trudno będzie nam uzdrawiać się i wzrastać. Nasza energia będzie zablokowana, skupiona na skanowaniu środowiska w celu podjęcia działań obronnych lub atakujących.

Możemy dostrzec to na poziomie myśli. Czy są one skupione na wzroście, rozwoju, poczuciu zadowolenia i wdzięczności (duża energia) czy na chronieniu siebie, widzeniu zagrożeń zewnętrznych i walce z nimi (niska energia dostępna dla nas).

Pradawnym sposobem na rozwijanie w sobie zdolności do obserwowania naszych myśli i nieidentyfikowania się z nimi jest medytacja. Istnieje wiele rodzajów medytacji, nie musi być ona też związana (choć często jest) z żadną ścieżką duchową.

Jednak, by móc prawdziwie medytować wielu z nas potrzebuje przygotowania – ale o tym już następnym razem.

 

 

tekst: Barbara Tyboń

http://www.creatifs.pl

foto: Andrew Neel

 

 

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s