Nie ma cudu.

Za wiele zamieszania w naszym życiu, a szczególnie w naszych relacjach (najbardziej tych bliskich) odpowiadają nasze nieuzdrowione i często nawet nierozpoznane zranienia z pierwszych, formujących naszą osobowość związków.
Rodzina, małżeństwo czy ich nieformalne odpowiedniki są miejscem, w którym ożywają nierozwiązane sprawy z przeszłości. Niestety, nie znam odstępstw od tej reguły. Przynajmniej jeśli chodzi o długoterminowe związki mieszkające pod jednym dachem:)
Jest jednak dobra wiadomość: możemy z tymi tematami pracować. Jak? Poprzez zwiększanie samoświadomości. Szczególnie w obszarze tego, w jaki sposób nasze pierwsze relacje z opiekunami niepostrzeżenie i nieomylnie przedzierzgają się w konflikty, ból i rozczarowanie obecnie bliskimi nam osobami.
Tylko zdejmując z nich nasze projekcje i biorąc odpowiedzialność za dawne urazy możemy zacząć widzieć drugą osobę taką, jaka jest: ani superdobra, ani do końca zła. Być może po prostu wystarczająco dobra dla nas.
Możemy docenić jej obecność w naszym życiu i przestać oczekiwać, że zapełni braki, które nie powstały w związku z nią.
Możemy nieco się rozluźnić, więcej się śmiać i tworzyć mniej dramatów emocjonalnych. Dramaty te zazwyczaj są wyjątkowo poruszającą inscenizacją naszych dawnych przeżyć.
Projekcje możemy rozpoznać po tym, iż za jakiś czas nie pamiętamy bądź nie rozumiemy dlaczego tak strasznie o coś walczyliśmy, tak mocno nas coś zabolało lub urządziliśmy taką awanturę. Właściwie nie było powodu. Jednak powód – i to ważny – istniał lecz na innym poziomie.
Niewyrażone emocje dziecka skrzętnie ukryte przed światłem świadomości mają wtedy okazję wyjść z ukrycia i rozegrać się w rzeczywistości. Jednak teraźniejszość jest zupełnie inna. Może w niej istnieć jakiś bodziec, jednak reakcja jest nieproporcjonalnie wielka.
Dostrzeżenie tego rozdźwieku może nas, krok po kroku, poprowadzić ku przebudzeniu. A zamiast rozgrywać możemy po prostu wiedzieć o co chodzi i zatroszczyć się o siebie we właściwy sposób.
Zanim nasz emocjonalny dramat w związku przejdzie w fazę eskalacji czyli zanim dojdzie do rękoczynów, zdrady, rozstania możemy naprawdę dużo zrobić dla siebie i partnera (i całej rodziny) podejmując pracę nad sobą: terapeutyczną czy inną zwiększającą świadomość.
Czasami odkrywamy, iż w pewien sposób, jesteśmy więźniami wzorców, które sięgają wstecz o wiele dalej niż nasza relacja z opiekunami w dzieciństwie. Pracując z drzewem rodowym możemy dostrzec, że nasi rodzice – tak niedoskonali w swoim wyrażaniu miłości – nie otrzymali wystarczająco dużo (a może niedostosowaną do ich potrzeb) miłości od swoich rodziców…a jeszcze pokolenie wcześniej widzimy traumę wojenną, tragiczną stratę bliskich, niewyrażony ból….
Przyglądamy się tym historiom, by zrozumieć jak to wszystko oddziałuje dziś na nasze życie i związki (a nieświadomie oddziałuje cały czas) oraz co możemy zrobić teraz, by uzdrowić, uhonorować, wyrazić te stare historie, pewne osoby, zdarzenia.
Gdy uda się nam odróżnić naszą obecną, rzeczywistą relację z partnerem / -ką od tych wszystkich spraw, które miały na nas wpływ wcześniej będziemy w stanie odnaleźć najlepsze dary tej oto osoby i tej relacji.
Często okazuje się też, że weszliśmy w związek z nieświadomych powodów (np. żeby powtórzyć/uzdrowić jakąś niewyrażoną w rodzie traumę) i teraz potrzebujemy niejako odnowić naszą intencję, motywację i zobowiązanie na świadomym poziomie.
Zazwyczaj przynosi to nam i naszym związkom więcej przestrzeni, wolności i radości.
tekst: Barbara Tyboń
zdjęcie: Caleb Woods

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s