Czułość.

“Czułość jest tą najskromniejszą odmianą miłości. To ten jej rodzaj, który nie pojawia się w pismach ani w ewangeliach, nikt na nią nie przysięga, nikt się nie powołuje. Nie ma swoich emblematów ani symboli, nie prowadzi do zbrodni ani zazdrości. Pojawia się tam, gdzie z uwagą i skupieniem zaglądamy w drugi byt, w to, co nie jest „ja”…” – mówiła pięknie Olga Tokarczuk na swoim wykładzie z okazji otrzymania literackiej nagrody Nobla.

A wcześniej, pamiętam, też pięknie, pisała o czułości Agnieszka Osiecka: “Coś ci powiem na ucho: najważniejsza jest czułość. Ani jędrne pośladki, ani piękna dusza, ani księżyc w pełni.”

Czułość przenosi nas z myślenia do krainy czucia, odczuwania. To kraina, która często budzi lęk. Bo  o ile – jak nam się wydaje – możemy kontrolować nasze słowa, zachowania i myśli, o tyle to, co odczute po prostu jest. Dlatego mamy tendencję do odwracania się od czucia: próbujemy nie widzieć, znieczulać się rozrywkami, używkami, nie czuć szczególnie tego, co bolesne, intensywne lub wzywające nas do jakiejś zmiany.

Jest w nas coś w rodzaju mechanizmu termostatycznego – jesteśmy przyzwyczajeni do naszej “domyślnej” temperatury uczuciowej. Jeśli termostat jest nastawiony na letniość, będziemy unikać odczuć bardzo zimnych, ale i gorących. Jednak nie-czując nie rozwiniemy w sobie czułości, tego magicznego składnika naszego bycia w świecie.

Gdyż czucie, odczuwanie i czułość obdarza. “Bogactwo serca”, o którym mówili mistycy i poeci (czy nadal mówią? czy są w stanie się przebić? czy ktoś chce słuchać?) tego właśnie dotyczy – naszej zdolności głębokiego czucia siebie, świata, innych istot. Wzruszamy się, jesteśmy przejęcie bólem, roztrzęsieni niesprawiedliwością, uwzniośleni pięknem….nasze ciało, umysł i serce są jednym wtedy, gdy naprawdę pozwalamy sobie czuć.

Czujemy nędzę drugiego człowieka i kruchość małego zwierzątka, piękno zakochanych i zachwyt zachodem słońca. Czujemy piasek pod stopami i ciepły wiatr na twarzy, czujemy miłość i wdzięczność, zazdrość i strach. Jesteśmy żywi.

Olga Tokarczuk mówiła także, w cytowanym wykładzie, że coś jest z naszym światem nie tak. To “nie tak”, myślę, ma dużo wspólnego z odwróceniem się od czucia, od czułości. Być może wielu z nas ma wzniosłe ideały i pełne znaczenia wartości, ale jeśli istnieją one jedynie na poziomie deklaratywnym, w myślach i słowach, a nie są autentycznie odczuwane i doświadczane, nie stają się działaniem to pozostają w jakiś sposób martwe.

Nie wiem tego na pewno, ale domyślam się, że warunkiem możliwości szkodzenia, niszczenia czy krzywdzenia jest jakaś forma znieczulenia, nie czucia tego, co wyrządzam sobie, drugiej osobie, przyrodzie.

Ponieważ pracuję od wielu lat w obszarze psychoterapii obserwuję, w jaki sposób i z jakich powodów wyłączamy w sobie czucie. Często ma to związek z doświadczoną traumą i stanowi sposób na to, by móc “normalnie” żyć. Niestety cena wyparcia uczuć jest wysoka: jesteśmy zamknięci na lęk i rozpacz, ale także na radość i miłość. Nawet jeśli mamy wielu ludzi wokół stajemy się samotną twierdzą. Druga sprawa to fakt, iż wyparte powraca i to w najmniej oczekiwanych momentach. Wtedy nasza konstrukcja obronna rozpada się i – chcemy tego czy nie – czujemy wszystko: to, co teraz, a bardziej to, co kiedyś. Możemy się w tym pogubić. Pomoc osoby, która zna tego typu sytuację jest w tym momencie bardzo wskazana.

Znajdujemy też odpowiedź na pytanie czego się tak boimy w czuciu. Przeważnie nie tego, co czujemy teraz, ale tego, co czuliśmy dawno temu, co było przerażające i przytłaczające i musieliśmy to stłumić. Niestety w uścisku mechanizmów obronnych niezbyt wiele jest miejsca dla czułości.

Rozmontowywanie tej układanki potrzebujemy zacząć od siebie, od pracy nad sobą. By móc powrócić do czucia siebie.

Tak wiele osób nie czuje swojego ciała, swoich uczuć. W moim doświadczeniu jest to odwracalne (choć pewnie nie zawsze). Od czucia siebie i wszystkich swoich uczuć, swojego ciała zaczyna się podróż ku czułości, o jakiej mówi Olga Tokarczuk, ku innemu bytowi, który nie jest ja.

Kiedy nie musimy całą niemal naszą energią bronić status quo i tego, by nasze cierpienie nigdy nie przedostało się do świadomości robi się w nas miejsce, by widzieć naprawdę drugą osobę, społeczeństwo, przyrodę, świat.

Kiedy potrafimy już samemu sobie podarować czułość, zaaplikować ją w najbardziej zranione obszary naszego jestestwa to zapewne także będziemy mogli – naturalnie, organicznie – obejmować czułością wszystko inne.

Dla mnie czułość nie jest jedyniem tkliwym poruszeniem, ani ładnym frazesem, jest potężną falą, zarazem bardzo subtelną i pełną mocy. Falą, która wzbiera w sercu, obejmuje całe ciało, komunikuje się swobodnie z umysłem i pragnie wyrazić się w świecie. Może to być drobny gest albo rozpoczęcie wielkiej kampanii. Według mnie to, co powiedziała Olga Tokarczuk na swoim wykładzie tym właśnie jest: to pełna mądrości i refleksji nad współczesnym światem czułość wyrażona w słowach. A słowa te autentyczne, prosto z serca, jasne, klarowne oddziałują głeboko na tych, którzy chcą słuchać i usłyszeć.

Dziękuję.

 

 

 

Autorka: Barbara Tyboń

http://www.creatifs.pl

Foto: Tatiana

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s