Komu bije dzwon?

Jesteśmy naprawdę sprawni w stosowaniu mechanizmów obronnych: nie, to mnie nie dotyczy; moja rodzina jest bezpieczna; demokracja nie jest zagrożona; wcale nie wzrosły dramatycznie ceny; stan powietrza nie jest taki zły; wody wystarczy przecież dla wszystkich; obrazki wysypisk śmieci w Afryce to dziennikarski fake; przesadzają ci, co mówią o katastrofie klimatycznej – chcą nas nastraszyć albo sami mają paranoję…

Zaprzeczenie, wyparcie, racjonalizacja, rozszczepienie, projekcja i inne mechanizmy obronne mają nam pomóc zrzucić z siebie odpowiedzialność, pozwolić dalej trwać w słodkiej drzemce konsumpcjonizmu i skupienia na ja/moje/bezpiecznie/milutko. Mają chronić nas przed lękiem. I usprawiedliwić brak działania.

Tylko, że to już nie działa.

Siłą próbujemy sobie wmawiać (i innym, by nasz pogląd potwierdzili), że wszystko będzie dobrze, że nic się nie zmieniło… tak bardzo. Że problem jest gdzie indziej i ktoś inny powinien się nim zająć.

To nazywam odrealnieniem, odłączeniem się od prawdy rzeczywistości. Kiedy czuję po dwóch dniach oddychania gigantycznym smogiem ból w klatce piersiowej, czuję zmęczenie i najzwyczajniej zatrucie to proszę powiedzcie: to co to jest? Urojenie? Moja subiektywna prawda?

Piszę o tym, o czym już dobrze wiecie – dobrzy, świadomi, troszczący się ludzie. Jednak każdy z nas ma jakieś swoje tajne sposoby na unikanie spotkania z tym, co budzi lęk. Coś o tym wiem.

To nie dzisiaj, jeszcze nie, jeszcze tylko parę dni, które stają się tygodniami i mają tendencję do odwlekania się w nieskończoność…jeszcze trochę pobędę w mojej wygodnej bańce, w moim kokonie, zamknięta przed światem, odgrodzona od jego problemów.

Problem w tym, że nie ma już czasu, nie ma żadnego “później”. Według mojego stanu wiedzy (naukowej i duchowej) to jest właśnie ten czas, na który byliśmy przygotowani, pobierajac nauki, pracując nad sobą, niektórzy z nas latami.

Teraz to już nie wystarcza: nie indywidualny rozwój osobisty, ale działanie razem, we wspólnocie współ-czujacych, współ-myślących; nie (tylko) osobiste uzdrowienie i ścieżka ku oświeceniu czy innemu stanowi samadhi, ale zaangażowanie w świat, niesienie lekarstwa na jego trudności, ból, zniszczenia. Czas naszej współpracy, pozostawienia starych spraw, rozpadających się patriarchalnych – opartych na władzy – struktur, miliony oddolnych inicjatyw, grup, kolektywów. Małe światełka, które tworzą wielką sieć. W tym widzę nadzieję dla nas, dla tych co przyjdą, dla Ziemi.

Moim gorącym pragnieniem jest to, byśmy nauczyli się przekraczać nasz lęk przed rzeczywistością, przed doświadczaniem życia takiego, jakie ono jest. Albo byśmy pośród i pomimo niego budzili świadomość swoją i wszystkich wokół.

Nie bójmy się mówić prawdy o tym, jak jest i pokazywać naszych działań, by było lepiej.

Wyjdźmy z kryjówek i miejsc wycofania i stańmy się, każdy z nas ucieleśnioną realizacją świadomości, odpowiedzialności i odwagi.

Wierzę, że pociągniemy innych.

A jak nie to może chociaż wytrącimy paru z uzyskanego poprzez zaprzeczenie stanu pseudokomfortu.

 

 

 

Autorka: Barbara Anna Tyboń

http://www.creatifs.pl

Foto: Luis Perdigano

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s