Miłość w czasach zarazy

Oczywiście nawiązuję do tytułu książki Gabriela Garcii Marqueza z 1985 roku.

Nie chodzi mi tylko o rozprzestrzenianie się koronawirusa w świecie, ale także, a może przede wszystkim o uczucia lęku, czasami paniki oraz nieufności, które obserwuję w ludzkich interakcjach na codzień.

O stanach emocjonalnych związanych z epidemiami pisał między innymi Albert Camus w swojej chyba najbardziej znanej książce “Dżuma” (ale nie tylko w niej, i oczywiście nie tylko on).

To, nad czym chciałabym się w tym krótkim tekście pochylić to nie tyle co możemy zrobić dla siebie (i dla innych!), by ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa. Na ten temat mamy zalew informacji i na podstawie zdrowego rozsądku każdy z nas może wyłonić i przyswoić podstawowe zalecenia (choćby wystosowane przez WHO). Bardziej chodzi mi o wymiar, który w tytule nazywam miłością.

Jaką postawę przyjąć wobec epidemii? Jak myśleć, co czuć?

A przede wszystkim jak współdziałać z innymi ludźmi? Jak sie do nich odnosić w sytuacji kryzysu i zagrożenia.

Camus (i inni) obserwował, że w tego typu sytuacjach mamy tendencję do radykalizacji naszych postaw.

Osoby skupione na sobie (ja i moja rodzina to priorytet, reszta świata może zginąć – przerysowując ten schemat myślenia i reagowania) będą miały skłonność do zamykania się, tworzenia murów obronnych, odcinania się od reszty świata. Będą nieprzychylne wobec jakiejkolwiek potrzeby kontaktu czy komuniakcji z otoczeniem. Będą skrajnie empatyczne wobec swoich, ale nie zadbają o nikogo spoza najbliższego kręgu. Przyjdą do supermarketu kichając, kaszląc i smarkając, bo JA potrzebuję kupić więcej mydła (sytuacja autentyczna  niestety).

Tak, ironizuję, a w ironii tej jest sporo zadumy i smutku. A jak się uda to wplotę też odrobinę poczucia humoru, gdyż nawet w sytuacjach bardzo poważnych odrobina dystansu bywa bardzo pomocna.

Osoby o bardziej, powiedzmy, altruistycznym nastawieniu będą być może zadawać sobie pytanie “jak mogę pomóc?”. Nie tylko sobie i swoim najbliższym, ale sąsiadom, mieszkańcom tej samej dzielnicy, miasta, państwa, świata. Będą ważyć na szali codzienne, dotąd może oczywiste, wybory. Co jest większym dobrem lub złem w tej sytuacji. Czy lepiej żebym poszła do pracy z katarem i zaraziła potencjalnie kilka osób czy może jednak lepiej zostać w domu? Czy pamiętając o higienie myślę tylko o sobie i swoim zdrowiu czy mam też w perspektywie szerszą sytuację, ludzi, z którymi sie spotkam, miejsca, w których będę przebywać? Co mogę zrobić, by nie siać paniki i negatywizmu tylko okazać rzeczywiste współczucie?

Oczywiście ten podział egocentryczno – altruistyczny jest dość sztywny. Wielu z nas może w sobie odnaleźć z pewnością i takie, i takie postawy.

Według mnie jest to dobry moment, by przyjrzeć się sobie.

Jakie myśli generuję w obecnej sytuacji? Które z nich wspieram, zasilam, pielęgnuję? Którym uparcie odmawiam dostępu do mojego umysłu?

Jakie uczucia się we mnie pojawiają? Czy daję im miejsce w sobie, czy ich wysłuchuję, przyjmuję i pozwalam im odejść? Czy nie podtrzymuję ich nadmiernie długo przy życiu podkarmiając np. tworząc lękowe scenariusze?

Jakie mechanizmy obronne stosuję? Chowam się w sobie? Unikam problemu? Zaprzeczam? Bagatelizuję? Racjonalizuję? Projektuję na innych? Wypieram? Popadam w panikę? Odreagowuję na zewnątrz? Tłamszę w sobie?

Jakie słowa wypowiadam, do siebie, do innych? Czy niosą one otuchę, wsparcie, zaufanie czy podkopują poczucie bezpieczeństwa, sensu, wspólnoty?

Jakie działania podejmuję? Czy są one impulsywne, chaotyczne czy przemyślane, spokojne, konstruktywne?

Jaką energię mam w sobie (czyli przekazuję tez innym / światu) teraz? Czy są to niskie wibracje lęku, może też żalu, złości, resentymentu? Czy czuję, że mam na siebie jednak wpływ i pomimo zalewu niosących niepokój informacji mogę w taki sposób zaopiekować się sobą, by mimo wszystko odczuwać spokój, miłość, wdzięczność?

To jest wyzwanie na ten czas. Patrzenie na zewnątrz może wrzucić nas siłą rozpędzonych emocji tłumu oraz zabarwienia wiadomości medialnych w chaos, pomieszanie, strach oraz irracjonalne działania. Ale możemy też użyć tego doświadczenia, by przebudzić się tu i teraz, przebudzać się co chwilę do tego, co jest prawdziwe, co dzieje się w moim umyśle, sercu, ciele, energii, duszy. Do jasnego rozeznania jak to wszystko zewnętrzne na mnie wpływa.

To według mnie początek wewnętrznej pracy z sytuacją koronawirusa. Skierowanie się do wewnątrz i praca z naszymi stanami psychicznymi, emocjami, z ciałem. Gdy zajmiemy się w mądry i zrównoważony sposób sobą, jesteśmy gotowi, by dawać przestrzeń, spokój, zaufanie, bezpieczeństwo i równowagę innym.

Miłość, o której piszę w tytule (w czasach zarazy) ma postać uważności i współczucia. Jesteśmy uważni na to, co dzieje się w świecie, w naszym najbliższym otoczeniu i odpowiadamy adekwatnie do sytuacji. Jesteśmy uważni na to, co dzieje się w nas: zauważamy, przyjmujemy, wysłuchujemy i puszczamy wolno każdy lęk, niepewność, ukłucie żalu, paranoiczną myśl. Akceptujemy ze współczuciem wszystko, co się pojawia, ale nie przywiązujemy się do tego. Jak mawiał jeden z pierwszych zachodnich filozofów Heraklit “wszystko płynie”. Zmienia się sytuacja, zmieniają się nasze myśli i odczucia. Gdy przylgniemy do jednej/go  z nich w sztuczny sposób zamrażamy nasz wewnętrzny krajobraz, tracimy kontakt z przeływem życia, odcinamy się od energii, która płynie.

Pozwalajac na to, by proces zmian, odpuszczania mógł się swobodnie dokonywać, podążając za nim doświadczamy więcej przestrzeni w sobie, może trochę więcej dystansu do tego, co się wydarza na zewnątrz. Jesteśmy w prawdzie czyli w tu i teraz. Nie pozwalamy lękowym scenariuszom porwać naszego umysłu ku eskalacji zagrożeń, ani nie rozpamiętujemy sytuacji z przeszłości. Jak mawia wielu nayczycieli buddyjskich, będąc w teraźniejszości mamy dostęp do najlepszych rozwiązań. Jesteśmy obecni, uważni, patrzymy, czujemy, słuchamy i na podstawie tego odpowiadamy na daną sytuację najlepiej, jak potrafimy w danym momencie.

Współczucie zaś, o którym myślę, oczywiscie dotyczyć może także osób, które zachorowały, szczególnie starszych i o obniżonej odporności, gdyż u nich perspektywa śmierci jest realna. Ale nie tylko i niekoniecznie w pierwszej kolejności. Najważniejsze, tak czuję, jest nasze współodczuwanie i życzliwość wobec siebie nawzajem w drobnych codziennych sytuacjach. I nie mam tu na myśli tylko intencji, by wszyscy mieli się dobrze…mam na myśli to, co materializuje się jako słowa, gesty i działania. Wracając do wspomnianego wcześniej przykładu. Będąc przeziębiona, kichając, podejmuję decyzję, by wsiąść do pociągu  i pojechać do pracy. Komu to służy? Czy współczucie może objąć te wszystkie osoby, które spotkam na dworcu, z którymi spędzę sporo czasu w pociągu, z którymi będę siedzieć, rozmawiać w pracy – współpracowników, a być może także klientów / pacjentów / uczniów etc ?

Miłość w czasach epidemii potrzebuje przyjmować bardzo konkretne formy działania troszczącego sie nie tylko o siebie, ale o innych – i to wszystkich innych. To miłość z szeroką perspektywą, dalekowzroczną, przewidującą konsekwencje naszych działań. Taka miłość  / współczucie rodzi się w czułym, pojemnym, nieustraszonym sercu.

Potrzebujemy objąć nią zarówno siebie samego i wszelkie nasze wewnętrzne przeżycia, naszych najbliższych, nieco dalszych i tych bardzo dalekich.

Tak naprawdę sytuacja koronawirusa zmusza nas do objęcia współczuciem całego świata. Pokazuje nam dobitnie, że nie istnieje żadne oddzielenie, nie ma mi/ja/moje w odłączeniu od innych ludzi, środowiska. Nawet to, co bardzo daleko może w znaczących sposób i szybko zmienić nasze życie tu i teraz.

Jeśli wcześniej tego nie dostrzegaliśmy lub, co bardziej prawdopodobne, broniliśmy się przed uznaniem tej jedności, naszego intymnego związku z całym światem to teraz jest czas kiedy możemy już trwale przebudzić się. Zacząć żyć w taki sposób, by w każdej naszej decyzji, działaniu, intencji obecna była szersza perspektywa – przestrzenna i czasowa. Jak to, co zamierzam wpłynie na ludzkość, na świat wokół, na ziemię? Pytania, które wcześniej pozostawialiśmy być może jedynie dla ekologów oraz osób bardzo wrażliwych etycznie i duchowo teraz dotyczą nas wszystkich i wszyscy potrzebujemy je sobie wziąć do serca. Tu i teraz oraz na później.

 

 

 

 

 

 

Autorka: Barbara Anna Tyboń – psychoterapeutka, coach, nauczycielka akademicka, trenerka uważnosci i empatii.

http://www.creatifs.pl

 

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s